budo

Ukłoń się i okaż szacunek|Bow down and show respect

Swoje pierwsze kroki na tatami stawiałam w 2000 roku, a więc minęło trochę czasu.
Stare dzieje – połowy wydarzeń już nie pamiętam, wiele zlało się dla mnie po prostu w jedno wielkie uczucie, które spokojnie można określić jako miłość do judo. Ale to co zapamiętałam to potrzebę, by okazywać szacunek oraz moją panią trener, która kładła na to ogromny nacisk.

I słusznie.

Może i minęło sporo czasu, może i wiele się zmieniło, zarówno w szkolnictwie, społeczeństwie i na salach treningowych. Ale to nie znaczy, że należy przymykać oko na nieodpowiednie zachowanie uczniów. To zapewne zabrzmi bardzo głupio w ustach osoby w moim wieku, ale…

ZA MOICH CZASÓW

Nikomu nie przyszłoby do głowy podważać autorytet trenera.
A już na pewno nie 8 letniemu dziecku.
Nikomu nie przyszłoby do głowy zignorować to, co mówi starszy stopniem.

Wszyscy przestrzegaliśmy hierarchii i nie było dyskusji.
Nikomu nie przyszłoby do głowy rozmawiać w trakcie treningu zamiast słuchać tego co mówi sensei.
Za to wszystko groziła sroga reprymenda od trenera. I już samo to sprawiało, że nikt nie ośmielał się tego robić. Dyscyplinowanie w postaci pompek czy żabek to była ostateczność.

Dla nas jako uczniów to oznaczało, że nie nadajemy się na judoków. Że przynosimy w ten sposób wstyd własnemu sensei. Bardzo bolesny był fakt, że trener był zmuszony nas ukarać, swoich uczniów, do których powinien mieć zaufanie, uczniów którym stara się jak najlepiej przekazać wiedzę. To była ujma na honorze. Pamiętam jakie wyrzuty sumienia miałam gdy nie byłam w stanie powtórzyć ostatniego zdania mojej pani trener, ponieważ straciłam na chwilę kontakt z rzeczywistością i myślałam o niebieskich migdałach.
Było mi bardzo przykro, że sprawiłam jej zawód. A usłyszałam jedynie, że nie podoba się jej moja postawa.
Sama zdecydowałam, że na następny trening przyjdę wcześniej, by pomóc sprzątnąć tatami i przeprosić panią trener.

Szacunek wynosimy z domu. Żadna szkoła go nie nauczy gdy nie wynieśliśmy go z domu rodzinnego. Ale sala treningowa może. I za moich czasów tak było.

A teraz przychodzę do mojego ukochanego dojo i widzę dzieci, które nie słuchają. W zasadzie na każdym treningu jestem świadkiem jak trener musi powtarzać „skoncentruj się”/ „nie rozglądaj się”. Bardzo mnie boli, że jest zmuszony 30 razy na każdym treningu tej samej osobie powtórzyć „długa niska pozycja” lub „trzymaj hikite”. Nie dlatego, że adresat nie rozumie, ale dlatego, że nie chce mu się poprawić błędów.

„Każdemu z nowych studentów tłumaczę zawsze, że osoba dbająca jedynie o siebie samego, która nie zwraca uwagi na innych, nie kwalifikuje się na ucznia karate-do. Zauważyłem, że najlepsi uczniowie zawsze odnoszą się do siebie  wielkim szacunkiem i promieniują rodzajem solidności i wytrwałości, jaka niezbędna jest w praktyce karate.”

Słowa, które wypowiedział Gichin Funakoshi, ojciec naszego karate. Cały czas aktualne i prawdziwe. Tylko, że niestety docierają do coraz mniejszej ilości adeptów. Ponieważ liczą się dla nich tylko pasy i medale. Nie interesuje ich to, by poprawiać swoje zachowanie, by trener był z nich zadowolony, by nauczyć się również kultury i stawać się lepszym niż poprzedniego dnia. To są już nic nieważne szczegóły. Bo przecież liczy się to, że zdałem kolejny egzamin.

Niestety winę za to ponoszą w dużej mierze rodzice, coraz bardziej roszczeniowi, przeświadczeni o tym, że ich dzieci to małe aniołki, którym nie wolno zwrócić uwagi.
Nieważne, że Antek pobił kolegę. Na pewno tamten zaczął.
Nieważne, że przynosi coraz gorsze oceny ze szkoły. To nauczyciel jest beznadziejny.
Nieważne, że ze wszystkich stron słyszymy, że sprawia kłopoty. To nie on źle się zachowuje, to wszyscy inni nie dostrzegają jaki jest wspaniały.

W ten sposób rodzice uczą dzieci braku konsekwencji.
Lepiej dać dziecku telefon niż swoją uwagę.
Lepiej podarować mu tablet zamiast porozmawiać o ważnych rzeczach.
A sensei niech się głowi jak pomóc dziecku nie walcząc z nim i rodzicami. Niech się martwią wszyscy inni.
Kiedyś nauczyciele i trenerzy byli poważani. Kiedyś.

Dokąd zmierza ten świat?

I took my first steps on tatami in 2000, so a dozen or so years have passed.
Old history – I do not remember half of the events, many things have simply merged into one great feeling for me, which can be easily described as love for judo. But what I remembered was the need to show respect and my trainer, who put a lot of emphasis on it.

And rightly so.

Maybe a lot of time has passed, and maybe a lot has changed, both in education, society and training rooms. But that does not mean turning a blind eye to students’ inappropriate behavior. This will probably sound very silly to someone my age, but…

IN MY TIMES

No one would think to question the authority of the coach.
And certainly not an 8-year-old child.
No one would think to ignore what the senior says.

We all followed the hierarchy and there was no discussion.
No one would think to talk during training instead of listening to what the sensei said.
For us as students, this meant that we were not fit to be judoka. That we bring shame to our own sensei in this way. It was very painful that the trainer was forced to punish us, his students, whom he should trust, students whom he tries to convey his knowledge in the best possible way.

It was a disgrace to honor. I remember what remorse I had when I was not able to repeat the last sentence of my trainer, because I lost touch with reality for a moment and I was thinking about… em just dreaming.

I was so sorry that I let her down. And all I heard was that she didn’t like my attitude. I decided myself that I would come to the next training earlier to help clean up the tatami and apologize to the coach.

We take the respect out of the house. No school will teach him until we brought him out of the family home. But the training room can.
And in my day it was like that.

And now I come to my beloved dojo and see children who don’t listen. In fact, at every training session, I witness how the trainer has to repeat „concentrate” / „don’t look around”.
It hurts me so much that he is forced to repeat „long low” or „hold hikite” to the same person 30 times in each training session.
Not because the addressee does not understand, but because he does not want to correct the mistakes.

“I always explain to each new student that a person who cares only about himself and who does not pay attention to others, does not qualify as a karate-do student. I have found that the best students always respect each other with great respect and radiate the kind of solidity and persistence that is necessary in the practice of karate. „

Words spoken by Gichin Funakoshi, the father of our shotokan karate. All the time up-to-date and true. Only that, unfortunately, they reach fewer and fewer adepts. Because only belts and medals count for them. They are not interested in improving their behavior, making the trainer happy with them, also learning the culture and becoming better than the day before. These are nothing unimportant details. Because what matters is that I passed the next exam.

Unfortunately, parents are largely to blame for this, more and more demanding, convinced that their children are little angels who are not allowed to be paid attention to.
It doesn’t matter that Tony beat his friend. Surely that one started. It doesn’t matter that he brings worse and worse grades from school. It is the teacher who is hopeless.
It doesn’t matter that we hear from all sides that he causes trouble. It is not him who misbehaves, everyone else does not notice how great he is.

This is how parents teach their children to be inconsistent.
Better to give your boy/girl a phone than your attention.
Better to give him a tablet instead of talking about important things.

And sensei let’s head how to help the child without fighting him and his parents.
Let everyone else worry.

Once upon a time, teachers and trainers were respected.
Once upon a time.

Where is this world going?